Konflikt motorem UE
Problem w tym, że tego typu ruchy, tworzenie nowych aliansów, odwracanie sojuszy nie ma nic wspólnego z ideą tworzenia "coraz bliższej unii", co zapisano już w Traktacie Rzymskim w 1957 roku. Wyraźnie widać, że wspólnota europejska znajduje się w kryzysie. Ostatnią konstruktywną decyzją UE było ubiegłoroczne rozszerzenie. Od tamtej pory przywódcy krajów ją tworzących ciągle się kłócą, odrzucają kolejne projekty - tak było z budżetem oraz z projektem eurokonstytucji. Nie ma pomysłu, w jakim kierunku iść dalej; coraz bardziej się integrować, przyjmować nowych członków, czy może stawiać na rozwój wolnego handlu między niezależnymi państwami. Nikt już nawet nie przypomina, że według założeń przyjętej w 2000 roku Stategii Lizbońskiej unia miała stać się w 2010 roku największą potęgą gospodarczą na świecie.
Jacek Saryusz-Wolski w rozmowie z "Wprost" powiedział, że na obecnym szczycie UE nowy budżet prawdopodobnie nie zostanie przyjęty. Może to i lepiej, skoro tak ciężko uchwalić budżet satysfakcjonujący wszystkich. Siłą, która zawsze pchała Europę do przodu, były konflikty. Fiasko obrad sprawi, że do czerwca będzie można prowadzić dalsze dyskusje o jego kształcie, a przy okazji o kształcie wspólnoty. Lepsze to niż tkwienie w letargu, w jakim od dawna znajdowała się przesocjalizowana i znajdująca się w stagnacji gospodarczej Europa.
Agaton Koziński